Część druga - Żyć, albo nie żyć, czyli pierwsze koty za płoty wrednej nastolatki i pożal się Boże diabła
Jasnowłosa dziewczyna o drobnej budowie ciała stała na skraju przepaści, spokojnym wzrokiem wpatrując się w głazy, które w wyniku lawiny utkwiły na zawsze na jej dnie. W sumie to czuła się jak one. Tak samo pusta, nic do niej nie docierało i też nikt nie umiał jej pomóc, wydobyć się z dołu życia, który okazał się zbyt głęboki jak na jej siły i możliwości. Ostatecznie skapitulowała dzisiaj, kiedy siedząc w szkole po raz tysięczny, znowu zaczęli ją wyzywać bez powodu, a nauczyciel jak zawsze nie zareagował na jej cichą prośbę o pomoc, mając to kompletnie gdzieś. To pozostawało bez najmniejszych zmian i można by powiedzieć, że Nadie przyzwyczaiła się do tego traktowania, ale – co było najgorsze – zdążyła zupełnie zobojętnieć i było jej wszystko jedno, czy obudzi się kolejnego dnia, czy też nie, a to już nie należało do stanów emocjonalnych, które pomagają utrzymać się przy życiu. Sęk w tym, że jej już na nim nie zależało i oto właśnie tym sposobem znalazła się tutaj, próbują...
